Zanim przystąpiłem do pisania dzisiejszego raportu,
gruntownie przeanalizowałem rynek polskich akcji.
Mam kilka wniosków, które potwierdzają w tej chwili
poprzednie przypuszczenia o rynku.
1) W przypadku spółek największych, a wchodzących
w skład indeksu WIG20, dominującą cechą jest
powstawanie świec doji lub świec czarnych, które
świadczą z jednej strony o niepewności inwestorów
na rynku, a z drugiej strony wyraźnie wskazują na
pozbywanie się akcji na wyższych poziomach cenowych.
2) W przypadku spółek mniejszych i średnich, nie ma
w ogóle obrotów na spółkach. Nawet, jeżeli jakaś
spółka wygląda w tej chwili atrakcyjnie i sugeruje
możliwość wybicia w górę w ciągu kilku-kilkunastu
najbliższych sesji, to nie ma jak jej kupić. W obrocie
jest zbyt mało akcji, więc wchodzenie w spółkę większym
kapitałem nie wchodzi w ogóle w grę (nie można wykluczyć,
że w przypadku pojawienia się popytu, podaż natychmiast
zaspokoi popyt).
3) Działania funduszy inwestycyjnych - mają ściśle
założony cel - windowanie wartości WIG20 w górę.
Problem jest jednak tej natury, że w przypadku braku
zleceń koszykowych, następuje mozolne obniżanie wartości
akcji. Jest to problem, bo gdy zabraknie zleceń
koszykowych, indeksy mocno zaczną się pogrążać.
4) Obroty - na rynku nie ma obrotów. Bez obrotów nie
można liczyć na wybicie się rynku w którąś ze stron.
Jak sądzę, przy pierwszej mocno-spadkowej sesji w USA,
obierzemy kierunek spadkowy.
Zdaję sobie sprawę z tego, że wielu inwestorów traci
do rynku nerwy. W obecnej chwili, mimo skromnych
sesyjnych wzrostów, rynek wskazuje na możliwość wykonania
kolejnej fali spadkowej.
Jeżeli spadki się zaczną, będziemy mieli powody do
radości (przyjdzie czas na zakup akcji po zaniżonych
cenach). Jeżeli jednak coś na rynku się wydarzy, co zmusi
mnie do zmiany poglądu na rynek, zdążymy zająć pozycję.
Obraz techniczny spółek nie poprawi się z dnia na dzień.